Część V. Co zostało po tamtym świecie?
Po nocy z 30 października 1924 roku życie nie zatrzymało się. Ogień zgasł. Strażacy odjechali. Ludzie, którzy jeszcze kilka godzin wcześniej
stali w pobliżu i patrzyli na płonący tartak, wrócili do swoich domów. Następnego dnia Rote Brücke nadal istniała. Droga nadal prowadziła przez ten teren.
W pobliżu nadal znajdowały się domy, przedsiębiorstwa i zabudowania gospodarcze, ale świat, który poznaliśmy w poprzednich częściach, już od pewnego czasu się zmieniał.
I chyba właśnie to jest najważniejsze. Dawna Klapperwiese nie zniknęła nagle. Zmieniała się powoli. Miasto zaczyna wchodzić na Klapperwiese. Przez bardzo długi czas teren
ten zachowywał swój szczególny charakter.
Nie był zwykłą częścią miasta. Z jednej strony otaczała go woda, z drugiej dawne urządzenia hydrotechniczne i fortyfikacje. Były tutaj drogi, mosty, składy, pojedyncze
zabudowania i przedsiębiorstwa, ale przez stulecia nie powstała gęsta zabudowa podobna do tej, którą znamy z Dolnego Miasta czy Oruni. Dopiero z czasem zaczęło się to zmieniać.
Porównanie kolejnych map pokazuje ciekawy proces. Jeszcze na początku XX wieku teren pozostawał w znacznej mierze otwarty. Pojawiały się pojedyncze budynki i nowe urządzenia,
między innymi stacja pomp, ale dawny układ przestrzeni był nadal wyraźnie widoczny.
Około 1919 roku zaczyna się jednak dostrzegalna zmiana. Miasto zaczyna wchodzić na Klapperwiese. Pojawia się więcej zabudowy. Przestrzeń, która przez tak długi
czas pozostawała otwarta, zaczyna się powoli wypełniać. Nie był to jeszcze koniec dawnego świata. Raczej początek jego stopniowej przemiany. Zmieniały się funkcje,
zmieniał się krajobraz. Patrząc na całą historię Klapperwiese, można zauważyć coś niezwykłego. To samo miejsce przez kolejne stulecia pełniło zupełnie różne funkcje.
Najpierw było związane z systemem obronnym miasta. Potem stało się ważnym punktem komunikacyjnym. Przez jego teren prowadziły drogi, a trzy mosty łączyły
wyspę z sąsiednimi terenami. Później pojawił się urząd celny, kontrolujący ruch towarów zmierzających do Gdańska. Następnie coraz większe znaczenie zaczęły odgrywać funkcje gospodarcze.
Składy drewna. Tartaki. Warsztaty. Przedsiębiorstwa. Wreszcie coraz wyraźniej pojawia się również zwyczajne życie mieszkańców. I właśnie w tym tkwi chyba największa historia tego miejsca.
Klapperwiese nigdy nie była przestrzenią martwą. Zmieniało się tylko to, do czego była potrzebna. Ten proces bardzo dobrze pokazują również mapy i wcześniejsze analizy:
od obrony, przez kontrolę handlu i gospodarkę wodną, aż po funkcje gospodarcze i rozwój zabudowy. Znikały nie tylko budynki.
Największa przemiana nie polegała jednak wyłącznie na tym, że jeden budynek zniknął, a w jego miejscu powstał inny. Zmienił się cały krajobraz.
Dawna Klapperwiese była wyspą. Jej granice wyznaczały odnogi Motławy. Woda nie była tutaj dodatkiem do krajobrazu. Była jednym z najważniejszych elementów,
które decydowały o istnieniu tego miejsca. To właśnie dlatego potrzebne były mosty. Nie jeden. Trzy. Dopiero razem tworzyły układ, dzięki któremu można było przejechać
przez ten teren i dostać się w kierunku Gdańska. Z czasem ten dawny system przestał jednak istnieć w swojej pierwotnej formie. Zmieniały się cieki wodne. Zmieniały się drogi.
Mosty traciły swoje dawne znaczenie. A kiedy znikała potrzeba istnienia określonej przeprawy, znikał również sam most. Pozostawała czasami tylko nazwa.
I chyba nie ma lepszego symbolu tej przemiany niż Rote Brücke.
Sam układ mostów, który przez dziesięciolecia był niezbędny dla funkcjonowania dawnej Klapperwiese, z czasem przestał istnieć. Wiemy, że dawna nazwa Rote Brücke
odnosiła się pierwotnie do innej przeprawy niż współczesny Czerwony Most, a sama nazwa została później przeniesiona — choć dokładnego momentu tej zmiany nadal
nie potrafimy wskazać. Most się zmienił. Miejsce się zmieniło. Nazwa pozostała. Świat, który znikał powoli. W historii miast często szukamy jednego momentu,
w którym wszystko się kończy. Chcielibyśmy wskazać konkretną datę. Ostatni dzień. Ostatni budynek. Ostatni most. Ale w przypadku Klapperwiese chyba takiej jednej daty nie ma.
Ten świat znikał powoli. Najpierw zmieniała się jego funkcja. Potem krajobraz. Później znikały kolejne elementy dawnego układu. A jednak nie wszystko przepadło. Przetrwały ślady.
Stare mapy. Nazwy. Księgi adresowe. Artykuły prasowe. Pojedyncze fotografie. I czasami jeden niepozorny wpis, który po wielu latach okazuje się brakującym elementem większej układanki.
A dzisiaj? Dzisiaj można spojrzeć na ten teren i nie zauważyć prawie niczego z tego, co poznaliśmy podczas naszej wędrówki. Nie zobaczymy już dawnej Klapperwiese takiej,
jaką oglądali jej mieszkańcy. Nie zobaczymy trzech mostów tworzących wspólny system komunikacyjny. Nie ma już urzędu celnego. Nie pracują tartaki.
Nie zobaczymy ludzi stojących przy stosach drewna. A jednak wystarczy spojrzeć trochę inaczej. Tam, gdzie dzisiaj widzimy zwyczajny krajobraz, przez stulecia istniał ważny
fragment przestrzeni między Gdańskiem, Olszynką i Orunią. Była tutaj woda. Były fortyfikacje. Były drogi. Były mosty. Był posterunek celny. Były przedsiębiorstwa.
I byli ludzie.
To oni są właściwie najważniejszym śladem po tamtym świecie. Bo budynki można rozebrać. Most można zlikwidować. Odnoga rzeki może zniknąć. Nazwę można zmienić.
Ale dopóki zachowujemy pamięć o ludziach i miejscach, które tworzyły tę przestrzeń, historia nie znika całkowicie.
Bo za każdą przemianą tego miejsca stali ludzie. To oni budowali mosty, drogi i przedsiębiorstwa. To oni zmieniali bieg wody i przekształcali krajobraz.
A później inni ludzie zmieniali lub usuwali to, co stworzyli ich poprzednicy. Tak było od początku. Człowiek był tutaj zawsze początkiem wszystkiego, co powstawało.
I często również początkiem tego, co znikało. Bo budynki można rozebrać. Most można zlikwidować. Odpływ czy odnogę rzeki można zasypać. Nazwę można zmienić.
Ale dopóki zachowujemy pamięć o ludziach i miejscach, które tworzyły tę przestrzeń, historia nie znika całkowicie.